ozdobnik prawy
ozdobnik lewy
ozdobnik prawy
07 Paź 2010

Kuźnia wiary – 21 października

Projekt Kuźnia wiary ma służyć ukazaniu źródeł i inspiracji katolickiej bioetyki, a także głębszej formacji katolików w sprawach moralnych. Najbliższe spotkanie… odbędzie się 21 października w kościele św. Antoniego w Białej Podlaskiej. Zapraszamy!
kuznia-wiaryiwiecej_610
Ten wspólny projekt Braci Mniejszych Kapucynów i portalu Fronda.pl ma jeden zasadniczy cel: przypomnieć katolikom, że nauczanie moralne Kościoła jest najlepszą drogą życia. Katolik powinien je przyjmować nie tylko dlatego, że jest do tego zobowiązany w sumieniu, ale również dlatego, że nie ma innej, lepszej drogi życia, niż ta, którą wskazuje Magisterium Kościoła. Pokazanie tego i udowodnienie jest celem Kuźni Wiary.

Tworzenie ludzko-zwierzęcych hybryd; powoływanie do życia dzieci konstruowanych w próbówkach bez udziału mężczyzny (bowiem komórki spermy tworzone zostają z komórek jajowych) czy też posiadających trójkę rodziców (dwie matki i jednego ojca); otwarcie pierwszego banku – już nawet nie spermy i komórek jajowych, ale najzwyczajniej w świecie zarodków (najwyższej jakości, jak zapewniają twórcy instytucji, bowiem pochodzących od wyselekcjonowanych dawców); czy pierwsze zakończone sukcesem próby klonowania człowieka (na razie uczeni zapewniają, że wyłącznie w celach terapeutycznych) – wszystko to wyraźnie pokazuje, że światu potrzebna jest spójna koncepcja bioetyczna. A dostarczyć jej nie mogą ani współcześni bioetycy, w przeważającej części zafascynowani pozbawionym jakichkolwiek ontologicznych i antropologicznych fundamentów utylitaryzmem (w rozmaitych jego wersjach), ani naukowcy, tak bardzo zafascynowani technologicznymi możliwościami stwarzanymi przez naukę, że niezdolni do ich obiektywnego, a przynajmniej ostrożnego oceniania. Jedyną instytucją, która jest w stanie ją przedstawić i uzasadnić, pozostaje Kościół katolicki z jego zakorzenioną w tradycji antropologią oraz rozumną wizją świata.

Wizja ta zakłada jednak liczne ograniczenia w realizacji pomysłów biotechnologicznych i dlatego znajduje się ona pod nieustannym ostrzałem publicystów, naukowców i laickich bioetyków. Nie jest to zresztą nic nowego. Już w pierwszej połowie XX wieku, gdy triumfy wśród uczonych, polityków i publicystów święciła eugenika (niekoniecznie w najbardziej radykalnej hitlerowskiej wersji), jedną z nielicznych instytucji, która była w stanie się jej przeciwstawić, był Kościół katolicki, będący przez zwolenników „eugenicznego postępu” określany mianem anty-nowoczesnego, hamującego postęp czy wręcz przeciwnego nauce i rozwojowi społeczeństwa.

W encyklice „Casti Connubii” papież Pius XI zdecydowanie odrzucił jako niemoralne pomysły naukowców i polityków domagających się przymusowej sterylizacji osób, które społeczeństwa uznają za nieprzystosowane społecznie. „(…) tego nie wolno czynić nawet władzy publicznej dla ukarania popełnionego przestępstwa lub dla zapobieżenia przyszłym występkom, gdyż to byłoby dokonane wbrew wszelkim prawom i wbrew uczciwości, uzurpowaną kompetencją władz publicznych, której one nigdy nie miały, ani też prawnie mieć nie mogą” – wskazywał papież.

A gdy w latach 30. w Niemczech wprowadzono ustawy sterylizacyjne to właśnie biskupi (krytykowani zresztą przez bardziej „postępowych” teologów moralistów) najostrzej wystąpili przeciwko nowej ustawie, doprowadzając nawet do złagodzenia jej stosowania. Podobne potępienia, spotykające się z niezwykle ostrą krytyką, powtarzał Pius XII przez cały okres głoszenia przez „nowoczesnych” naukowców zasad eugenicznych. I to jemu i jego poprzednikom, a nie naukowcom, historia przyznała rację. Warto więc postawić pytanie, czy wynikało to tylko z historycznego przypadku, czy też z faktu, że to właśnie Kościół dysponuje najlepszym rozumieniem człowieczeństwa, co pozwala mu najgłębiej ujmować problemy etyczne? A także: czy aby historia – w przypadku najnowszych sporów bioetycznych – nie może się powtórzyć?

U podstaw katolickiej bioetyki leżą dwa całkowicie fundamentalne przekonania, które nie podlegają dyskusji czy osłabieniu (choć niestety coraz częściej nie tylko teologowie, ale i hierarchowie próbują je omijać): 1) „bezwarunkowe poszanowanie istoty ludzkiej jako osoby od poczęcia aż do naturalnej śmierci”; 2) „poszanowanie pierwotnego sposobu przekazywania ludzkiego życia przez akty właściwe jedynie małżonkom”. Oba te założenia, choć oczywiście można je wyprowadzić z danych objawienia (jak to wspaniale robi Jan Paweł II w encyklice „Evangelium vitae”), opierają się jednak przede wszystkim na kontemplacji rzeczywistości i wyprowadzeniu z niej konkretnych wniosków antropologicznych i – co za tym idzie – etycznych. Kontemplacja ta poprzedza myślenie nauk szczegółowych, jest od nich bardziej fundamentalna, a dzięki temu może nakładać na nie ograniczenia i stać się źródłem norm regulujących postępowanie w dziedzinie biotechnologii (tak jak we wszystkich innych dziedzinach ludzkiego życia).

Waga bezwarunkowego szacunku dla życia ludzkiego, niezależnie od jego stopnia rozwoju, wypływa z prostego dostrzeżenia, że życie pozostaje wartością fundamentalną. To na niej opierają się wszystkie inne możliwości, wybory, decyzje. Jeśli odbieramy komuś życie, to odbieramy mu także wszystkie te możliwości, niszczymy nie tylko jego, ale także cały jego duchowy i materialny świat, odbieramy ludzkości wszystkie te dary, które wraz z nim mogły na świat przyjść.

Charakterystyczne dla stanowiska Kościoła jest również całkowite odrzucenie stopniowalności godności człowieka w zależności od jego wieku. Kościół od początku swojego uczył, że godność (a co za tym idzie prawa człowieka) przysługuje człowiekowi przez sam fakt zaistnienia, a nie dlatego, że osiągnął on pewien stan rozwoju. Nie miało przy tym znaczenia, że część Ojców Kościoła czy wybitnych teologów przyjmowała teorię animacji (wejścia w człowieka duszy, czyli ostatecznie powstania bytu ludzkiego) opóźnionej, czyli nie związanej z momentem poczęcia. Praktyka Kościoła (i to także w przypadku myśli przedstawicieli teorii o animacji opóźnionej) była bowiem taka, że za każdą aborcję – niezależnie od wieku płodu – karano tak samo. A były to kary niezwykle surowe. Synod w Elwirze (ok. 306 roku) jednoznacznie stwierdzał, że jeśli katechumenka „pocznie dziecko z cudzołóstwa, a później je zabije, może być ochrzczona tylko przy końcu życia”. Synod w Ancyrze (314) był tylko trochę łagodniejszy: „Kobiety, które oddają się rozpuście i zabijają niemowlęta albo usiłują zamordować dziecko w łonie, dawna ustawa usuwała ze wspólnoty do końca życia. My ustawimy łagodniejszy zapis nakazując, aby odbyły one pokutę dziesięcioletnią na ustalonych kolejno stopniach”. Równie surowo oceniały ten postępek: Synod w Bradze (572) – nakładający dziesięć lat pokuty czy w Trullo (691-692), który nakładał na uczestników aborcji karę taką jak za morderstwo.

Obecnie to absolutnie fundamentalne przekonanie znalazło poparcie w wynikach nauk szczegółowych. To one, absolutnie jednoznacznie, pokazują bowiem, że człowiek już w momencie poczęcia staje się niepowtarzalnym, jedynym w swoim rodzaju bytem, który z czasem realizuje jedynie swoje zawarte w nim z góry potencje. W starożytności, średniowieczu czy nawet na początku XX wieku wiedza ta nie była jednak wcale oczywista. A Kościół wciąż prowadził wewnętrzną debatę nad momentem animacji człowieka. Nie skłoniło go jednak to do przyznania prawa do aborcji z bardzo prostego powodu: otóż teoretyczne debaty, dyskusja teologów, otwarte pytania nie oznaczają, że w sytuacji niewiedzy można zabić coś, co być może nie jest (a być może już jest) człowiekiem. Ochroną dla człowieczeństwa i godności poczętych stała się tu zatem swoiście po katolicku zinterpretowana zasada rzymskiego prawa: in dubio pro vita. Mówiąc wprost nie znając odpowiedzi na pytanie, kiedy zaczyna się pełnia ludzkiego życia, Kościół uznał, że w praktyce prawnej należy każde życie chronić tak samo. A XX-wieczna nauka potwierdziła tę głęboką mądrość pokoleń.

Kontemplacja rzeczywistości leży również u podstaw drugiego fundamentu katolickiej bioetyki, czyli szacunku dla naturalnej drogi przekazywania życia. A tą jest kontekst wspólnego życia mężczyzny i kobiety, ich miłości i seksualności, których jednym z przejawów pozostaje płodność. Obserwacja rzeczywistości nie pozostawia wątpliwości, że najlepszym środowiskiem dla zrodzenia i wychowania dziecka pozostaje rodzina oparta na monogamicznym małżeństwie. Wszelkiego rodzaju „rodziny plastikowe”, rozwody niszczą psychikę dziecka i nie pozwalają mu osiągnąć pełni możliwości rozwojowych. Ta sama zasada dotyczy samego momentu powstania: biologicznym kontekstem poczęcia pozostaje organizm matki i wspólnota mężczyzny i kobiety, a nie laboratorium. I podobnie jak w przypadku wartości życia współczesna nauka potwierdza tę opinię Kościoła, wskazując, że dzieci poczęte w nienaturalny sposób są bardziej podatne na pewne typy chorób, a także – już nie bezpośrednio – rodząc możliwości zmiany ludzkiej natury zgodnie z bieżącym zapotrzebowaniem, które wymuszają potrzebę rozsądnej ochrony natury ludzkiej przed nieodpowiedzialnymi zmianami.

Oba te fundamenty katolickiej bioetyki nie mogą być zrozumiałe bez odwołania do ontologii i antropologii, na których zbudowana została myśl teologiczna Kościoła (nie tylko zresztą katolickiego, ale także pewnych nurtów anglikanizmu). A do tego konieczny jest powrót do myśli arystotelesowsko-tomistycznej, która – dzięki swojemu zakorzenieniu w fundamentalnych pytaniach, a także ogromnym realizmie poznawczym – najpełniej wyraża prawdę o człowieku i świecie. U jej podstaw leży trafne rozpoznanie podwójnej struktury rzeczywistości: aktu i możności, formy i materii, czy wreszcie tomistycznego istnienia i istoty. Oba te elementy, zarówno te generujące zmianę, jak i te odpowiedzialne za stałość i tożsamość bytową są w tej myśli niezwykle istotne, i świetnie odnajdują się w biblijnie zakorzenionym przekonaniu o tym, że świat nas otaczający ma charakter zarówno duchowy jak i materialny, duchowy i cielesny. Podwójna struktura świata nie oznacza jednak – tak w myśli hebrajskiej jak i chrześcijańskiej – dualizmu właściwego tak platonizmowi, jak i kartezjanizmowi. Ciało jest aspektem naszej tożsamości, podobnie jak jest nim i dusza; i jedno i drugie nie może istnieć bez siebie. Świat jest intelligibilny, poznawalny, ma sens (i to jest jego wymiar duchowy), ale jest również konkretny, zakorzeniony w materialności i cielesności (i to jest wymiar materialny), a próba ich rozdzielenia jest możliwa wyłącznie w sferze myśli, a nie rzeczywistości.

Ten element chrześcijaństwa niezwykle mocno dowartościowuje materialność, cielesność. Ono nie jest tylko czymś przypadkowym, jakąś przeszkodą w drodze do zbawienia, ale jest – tak jak duchowość – integralną częścią podmiotu, który do zbawienia zmierza. „Nigdzie, być może, kontrast pomiędzy chrześcijaństwem a większością innych religii nie jest wyraźniej widoczny niż w uporczywym podkreślaniu przez chrześcijaństwo faktu, że ciało człowieka stanowi jego integralną część, a nie po prostu przypadłościową i czasową powłokę” – wskazywał anglikański teolog i filozof Eric L. Mascall. Takie rozumienie cielesności oznacza zaś, że działania cielesne, że każdy czyn, gest materialny ma także znaczenie duchowe. Ludzkiej seksualności nie da się zatem sprowadzić ani do godnego potępienia działania cielesnego, ani tym bardziej do czystej cielesności, jak ujmuje ją pusty hedonizm czy skrajny materializm. Ona, jak i cały człowiek, jest materialno-duchowa, a pominięcie któregokolwiek z tych elementów, szkodzi pełnemu przeżywaniu ludzkiej płciowości. To właśnie z tego najgłębszego przekonania chrześcijaństwa wypływa odrzucenie antykoncepcji czy aktów homoseksualnych.

Ale świadomość, że człowieka nie da się podzielić na część duchową i materialną, ma kolosalne skutki także dla rozumienia godności osoby ludzkiej. Chrześcijanie, inaczej niż materialiści, nie wiążą jej ani z własnościami psychicznymi, ani ze świadomością, a wyprowadzają ją zwyczajnie z biologicznej przynależności do gatunku ludzkiego. Nie ma zatem w chrześcijaństwie (właśnie z powodu jego otwarcia na to, co materialne, biologiczne) zgody na uzależnianie praw ludzkich (przede wszystkim prawa do życia) od tego, czy spełniamy pewne pozabiologiczne kryteria, nie ma zgody na budowanie koncepcji osoby, która opiera się na arbitralnie wymyślonych i zaakceptowanych kryteriach, które niewiele mają wspólnego z materialnością, a da się je racjonalnie usprawiedliwić wyłącznie chęcią dopuszczenia aborcji i eutanazji.

Chrześcijaństwo, od czasów św. Pawła, ma w sobie głęboko zapisane także przekonanie, że prawo moralne, a także pewien rodzaj teologii naturalnej dadzą się odczytać ze szczerej kontemplacji rzeczywistości. „Albowiem gniew Boży ujawnia się z nieba na wszelką bezbożność i nieprawość tych ludzi, którzy przez nieprawość nakładają prawdzie pęta. To bowiem, co o Bogu można poznać, jawne jest wśród nich, gdyż Bóg im to ujawnił. Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy. Ponieważ, choć Boga poznali, nie oddali Mu czci jako Bogu ani Mu nie dziękowali, lecz znikczemnieli w swoich myślach i zaćmione zostało bezrozumne ich serce. Podając się za mądrych stali się głupimi. I zamienili chwałę6 niezniszczalnego Boga na podobizny i obrazy śmiertelnego człowieka, ptaków, czworonożnych zwierząt i płazów. Dlatego wydał ich Bóg poprzez pożądania ich serc na łup nieczystości, tak iż dopuszczali się bezczeszczenia własnych ciał. Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy, który jest błogosławiony na wieki. Amen. Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności: mianowicie kobiety ich przemieniły pożycie zgodne z naturą na przeciwne naturze. Podobnie też i mężczyźni, porzuciwszy normalne współżycie z kobietą, zapałali nawzajem żądzą ku sobie, mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd i na samych sobie ponosząc zapłatę należną za zboczenie. A ponieważ nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga, wydał ich Bóg na pastwę na nic niezdatnego rozumu, tak że czynili to, co się nie godzi” (Rz 1, 18-28) – pisał św. Paweł. A te jego słowa pozostają aktualne do dnia dzisiejszego. Materialna, otaczająca nas rzeczywistość prowadzi nas do przekonania o istnieniu Boga, a to rodzi odpowiednią postawę moralną.

Uznanie za prawdziwy opisu świata i człowieka przedstawionego powyżej nie wymaga akceptacji chrześcijańskiego Objawienia. Jednak nie ulega wątpliwości, że gdyby nie historyczne pojawienie się chrześcijaństwa (a wcześniej judaizmu) taka antropologia, ontologia i związana z nimi etyka zwyczajnie by się nie pojawiły. „Czy wierzymy sami w to objawienie, czy rozważamy je z zewnątrz i z pozycji historyka, musimy stwierdzić, że faktycznie zderzenie to [chodzi o zderzenie tradycji grecko-rzymskiej i chrześcijaństwa – dop. mój] spowodowało rodzaj przeobrażenia wartości etycznych – jest to prawdę mówiąc – zjawisko niepowtarzalne w historii ludzkości – i w konsekwencji głęboko przekształciło perspektywy filozofii moralnej. Tego rodzaju przemiana nastąpiła pod wpływem czynnika religijnego, zewnętrznego wobec filozofii” – podkreśla Jacques Maritain. Francuski filozof za kluczowe elementy tej przemiany uznaje wprowadzenie kategorii wiecznej szczęśliwości, zakorzenienie myślenia moralnego i prawa w istnieniu Stwórcy, który nadaje normom moralnym absolutny charakter, czy zasadzenie pojęcia dobra na pojęciu miłości. Ale historycznie nie brakuje również innych dowodów na konieczność chrześcijaństwa dla pełnego myślenia moralnego. Najbardziej dobitnym przykładem pozostaje kategoria osoby, która nie powstałaby, gdyby nie teologiczne dysputy nad naturą Trójcy Świętej i Jezusa Chrystusa. To wówczas greckie pojęcie oznaczające maskę, przekształciło się we współczesne rozumienie osoby.

Ale chrześcijaństwo jest też niezbędnie potrzebne etyce z innych powodów. Jeśli przyjmiemy, że Objawienie mówi nam prawdę o upadku i możliwości podniesienia dzięki łasce natury ludzkiej, to niezbędne staje się w refleksji moralnej odwołanie nie tylko do pojęcia grzechu i grzeszności, ale także do możliwości wyjścia z tej sfery dzięki łasce Bożej i Ofierze Syna Bożego. Abstrahowanie od tych elementów, choć pozostaje zrozumiałe w dyskursie świeckim, zamyka jednocześnie przed myślącym podmiotem obraz nadziei, a także ogranicza pole jego działania. „W rzeczywistości filozofia moralna czysto filozoficzna dostarczałaby nam system celów, norm i cnót doskonałych, systemu bez wątpienia dobrego i prawdziwego samego w sobie, ale którego cechą byłoby zbudowanie w dobrze istotności oddzielonej, innego bytu ludzkiego, niż człowiek egzystencjalnie dany – systemu w konsekwencji wyłącznie teoretycznego” – zaznacza Maritain. Doskonale pokazuje to Jan Paweł II w „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich”, gdzie dane naturalne świetnie uzupełniane są danymi Objawienia, tworząc dopiero w całości barwny i lśniący życiem fresk moralny, pozwalający pełniej i mocniej zrozumieć naturę ludzkiej miłości i fizyczności.

I wreszcie, choć niewątpliwie istnieją systemy moralne pozbawione bezpośredniego odniesienia do Boga, tak jak istnieją ludzie, którzy żyją heroicznie bez osobistej relacji z Bogiem, to trudno sobie wyobrazić system moralny, który opiera się na podstawach innych niż wygodny utylitaryzm, i który akceptowalny jest przez większość społeczeństwa, które nie odnosi się jakoś do Boga lub przynajmniej do wartości transcendujących przyjemności osobiste. Jest to zresztą coraz lepiej widoczne, akceptacja cierpienia, świadomość wyzwania jakie stanowi moralne życie, które od czasów stoików było obecne w etyce zostało zastąpione poszukiwaniem usprawiedliwienia wyborów prostszych i łatwiejszych. Współcześni moraliści coraz częściej zamiast promować trudną moralność, zajmują się dowodzeniem, że to łatwizna jest moralna, a heroizm pozostaje złym przykładem poniżającym zwyczajnych ludzi. Lekarstwem na taką głęboką chorobę współczesności może być tylko Bóg, a konkretniej Bóg-człowiek „… dziś bardziej niż kiedykolwiek, mamy do czynienia z kulturą czystego i zwyczajnego otwarcia, wolności bez treści, egzystencjalnej pustki. I to jest największą tragedią naszych czasów (…) Poza Chrystusem jako konkretną osobą, żywą rzeczywistością i wydarzeniem istnieje jedynie ludzka pustka, rozpacz” – podkreślał kard. Biffi podczas rekolekcji dla Kurii Rzymskiej.

Przypomnienie tych podstawowych prawd jest jednym z celów, jaki przyświeca Kuźni Wiary. Zapraszamy na nią wszystkich, którzy chcą poznać naukę Kościoła, zrozumieć ją i głosić dalej. Spotkania Kuźni Wiary będą się odbywały raz w miesiącu w klasztorach Braci Mniejszych Kapucynów w Olsztynie, Warszawie, Lublinie, Bydgoszczy, Białej Podlaskiej. Gośćmi będą eksperci, którzy pokażą jak bardzo wiara jest w katolickiej moralności związana z odkryciami nauki.

PLAN PIERWSZEGO CYKLU

18.10.2010, godzina 19, Olsztyn, dr Tomasz P. Terlikowski, Cywilizacja życia i antykultura śmierci – kluczowe starcie współczesności, ul. Pana Tadeusza 16a

19.10.2010, godzina 19, Warszawa, Michael O’Brien, Cywilizacja życia i antykultura śmierci – kluczowe starcie współczesności, Jadłodajnia Kapucynów przy ulicy Miodowej

20.10.2010, godzina 19, Lublin, Michael O’Brien, Cywilizacja życia i antykultura śmierci – kluczowe starcie współczesności, Klasztor Kapucynów-Poczekajka ul. Kraśnicka 76

21.10.2010, godzina 19, Biała Podlaska, dr Tomasz P. Terlikowski, Cywilizacja życia i antykultura śmierci – kluczowe starcie współczesności, kościół Braci Mniejszych Kapucynów przy ulicy Narutowicza

25.10.2010, godzina 19, Bydgoszcz, dr Tomasz P. Terlikowski, Cywilizacja życia i antykultura śmierci – kluczowe starcie współczesności, kościół Braci Mniejszych Kapucynów przy ulicy Gdańskiej.

A w kolejnych cyklach będziemy rozmawiali o antykoncepcji i NPR, zapłodnieniu in vitro, homoseksualizmie i eugenice. Wśród gości m.in. o. Ksawery Knotz, ks. dr Piotr Kieniewicz i wielu innych.


Brak komentarzy do “Kuźnia wiary – 21 października”

Pozostaw komentarz