Odnowa w Duchu Świętym

Informacje

Wspólnota Odnowy w Duchu Świętym w Białej Podlaskiej powstała 25 stycznia 1986 roku, przy kościele Ojców Kapucynów pod wezwaniem św. Antoniego, jako druga grupa Odnowy w Diecezji Siedleckiej. Pierwszym jej opiekunem był O. Piotr Mucha.

Wspólnota nosi nazwę „Alwernia”. Nazwa nawiązuje do góry, na której św. Franciszek modlił się i otrzymał stygmaty (jesienią 1224 r.).

Jest to wspólnota katolicka, przyjmująca nauczanie Kościoła, jak i jego strukturę hierarchiczną. Podlega władzy biskupa diecezjalnego. Otrzymała specjalne błogosławieństwo od Ojca Świętego Jana Pawła II. Jak każda wspólnota Odnowy w Duchu Świętym w szczególny sposób opiera się na Osobie Ducha Świętego i otwarta jest na charyzmaty. Styl życia wspólnoty określa „Nasze Credo”, opracowane przez Federację „Wieczernik” w Magdalence, zatwierdzone przez Ks. Prymasa Józefa Glempa 26 stycznia 1993 r., z jednoczesnym błogosławieństwem dla tych, którzy ten styl życia podejmują.

Misją wspólnoty jest ewangelizacja, podejmowana wprost oraz apostolska obecność w świecie w taki sposób, by oddziaływać na dzisiejsze oblicze życia, przybliżając w różnych środowiskach (wspólnota, rodzina, praca itd.) realizację Królestwa Bożego i przygotowując tym samym grunt pod zasiew Słowa Bożego. Grupa Odnowy nie posiada formalnej listy członków, jest to wspólnota otwarta na nowe osoby. Na spotkania modlitewne może przyjść każdy. Odpowiedzialni za wspólnotę zachęcają do systematycznej obecności jej członków na spotkaniach, aby mogli pełniej poddawać się formacji.
Wspólnota organizuje dni skupienia, weekendy formacyjne i raz w roku Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy (REO) dla członków Odnowy i sympatyków oraz wszystkich chętnych poszukujących Boga i pragnących pogłębienia relacji z Nim.
Odnowa bierze czynny udział w różnych akcjach modlitewnych organizowanych przy kościele św. Antoniego. Włącza się co miesiąc razem z innymi grupami do tzw. Jerycha Różańcowego, czyli modlitwy różańcowej, podejmuje czuwanie nocne przy grobie Pana Jezusa, prowadzi czuwanie modlitewne w noc sylwestrową jak też w wigilię Zesłania Ducha Świętego i inne.
Poza tym osoby należące do wspólnoty, uczestniczą w innych rekolekcjach, dniach skupienia, weekendach, organizowanych na terenie diecezji oraz w Centrum Formacji „Wieczernik” w Magdalence i innych ośrodkach.

DIAKONIE
We wspólnocie posługuje diakonia modlitwy wstawienniczej, która spotyka się w co drugą środę miesiąca, by modlić się w intencjach osób proszących o modlitwę.
Do pomocy diakonii wstawienniczej powołana jest tzw. diakonia osłonowa, która śpiewa pieśni, modli się za osoby posługujące jak też omadlane w czasie trwania modlitwy wstawienniczej.
Poza tym działa diakonia muzyczna, która ma za zadanie zapewnić oprawę muzyczną, właściwy dobór pieśni zarówno na Mszy św, jak też na spotkaniach modlitewnych i adoracjach eucharystycznych.
Stosunkowo nową diakonią jest diakonia ewangelizacyjna, której zadaniem jest wychodzić z podziemi kościoła na ulice naszego miasta i do różnych instytucji, by głosić Jezusa Zmartwychwstałego i Jego miłość spotkanym ludziom.
Różne pilne i ważne sprawy osobiste i wspólnotowe możemy powierzyć diakonii modlitewnej, która będzie przedstawiać je dobremu Bogu.
Informowaniem o różnych wydarzeniach, o dyżurach liturgicznych i porządkowych, o rekolekcjach, weekendach formacyjnych, dniach skupienia itp. we wspólnocie, w diecezji i poza nią zajmuje się diakonia informacyjna.

ŚWIADECTWA
„Jam jest Pan Bóg, który Cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli”. Tymi słowami chcę zatytułować moje świadectwo, ponieważ nimi Bóg przemówił do mojego serca, dając mi nowe życie, uwalniając mnie od tego co było dla mnie ciężarem. To na rekolekcjach Odnowy w Duchu Świętym, w których uczestniczyłam powiedziałam Bogu „pragnę”. Pragnę ofiarować Bogu to, co było trudne w moim dzieciństwie, w moim dalszym życiu. I Bóg przyszedł do mojego serca z darem przebaczenia moim winowajcom, a w szczególności samej sobie. Przyszedł również z darem uzdrowienia. Przyjęłam od Pana Boga na nowo „dar życia” – bycia kobietą. Podczas tych rekolekcji zrozumiałam, że Pan Bóg mnie kocha właśnie taką, jaka jestem, kobietą, która w Jego oczach jest piękna, wyjątkowa ze wszystkimi swoimi zaletami i wadami. To właśnie na tych rekolekcjach pierwszy raz oddałam swoje życie Jezusowi, oddałam wszystkie swoje słabości i choroby i poprosiłam o łaskę przebaczenia
(coś we mnie tkwiło i czułam nienawiść). To wszystko Jezus uzdrowił jak i chorobę nerwicową.
Miałam także głębokie poczucie własnej grzeszności, ciągle powracające poczucie winy, myślałam, że Bóg mi nie przebaczy. Jezus to uzdrowił i dał mi nowe życie, czystą kartę i powiedział, „Ja cię nie pytam co i jak było, pytam, czy chcesz zacząć od nowa?”. Podejmuję walkę każdego dnia dla Chrystusa. Zrozumiałam, że dla Boga nie przeszkadzają moje wady, bo jestem dla Niego wyjątkowa.
Na rekolekcjach Bóg umocnił mnie swoją miłością. Podczas jednej modlitwy zaprosiłam Jezusa do komnaty mojego serca, gdzie był napis „uczucia” i Jezus wszedł tam ze swoim światłem. Od tamtej pory pomaga mi w rozpoznawaniu moich uczuć, wyrażaniu ich
i teraz czuję się wolna, bo mogę powiedzieć co myślę, co czuję i nie lękam się tego. Pragnę prawdy w moim życiu i w mojej rodzinie i z tą łaską Bóg przychodzi, choć jest to czasami bardzo trudne.
Kolejnym krokiem w moim życiu jest doświadczanie bliskości Maryi. Tej bliskości często doświadczałam na czuwaniach modlitewnych w Kodniu. Jezus po raz kolejny zaprosił mnie do zażyłości z Jego Matką. W ostatnim czasie prosiłam Maryję o łaskę poznania
i pokochania głębi modlitwy różańcowej. Zrozumiałam, że w tej modlitwie mam wszystko. Spojrzałam wstecz i ujrzałam troskę Maryi o moją rodzinę, zobaczyłam jak często była przy mnie w trudnych chwilach mojego życia, że uratowała moją mamę i moje dzieci.
Teraz wszystkie trudne sytuacje rodzinne powierzam Bogu przez Jej wstawiennictwo na modlitwie różańcowej. To Maryja w moim życiu pomaga mi dźwigać krzyż, broni od wszelkiej przeciwności i napaści złego, dlatego ukochałam Ją nad życie. Obecność Maryi
w moim życiu sprawia, że nie boję się jutra. Wiem, że w trudnych okresach mego życia jest ze mną Jezus i Jego Matka Maryja. Bóg umacnia mnie w trudach, dodaje mi siły do walki ze złem i zabiera wszelkie lęki, napełnia pokojem i nadzieją.
Uważam, że te rekolekcje były pięknym darem od Pana Boga, czasem, w którym narodziłam się do nowego życia. Pan Jezus uzdrowił nie tylko mnie, ale także całą moją rodzinę.
Dziękuję Ci Panie Boże za ogrom Twych łask, za miłość do mnie, za te rekolekcje, za wspólnotę Odnowy w Duchu Świętym, bo dokonałeś więcej niż prosiłam i spodziewałam się.
Chwała Tobie Panie!.
Danusia

Mam na imię Mirka. Do Ducha Świętego modlę się już chyba ponad 10 lat. Zaczęło się to tak, że znalazłam kartkę z modlitewnika, na której było kilka modlitw do Ducha Świętego. Od tego dnia modlę się codziennie do Ducha Świętego i widzę wielkie owoce tej modlitwy w moim życiu.
To, że jestem teraz we wspólnocie Odnowy Duchu Świętym jest też zasługą Ducha Świętego. Wiedziałam o tej wspólnocie od bardzo dawna, wtedy kiedy powstawała, ale nie zainteresowałam się nią bliżej. Mijały lata. Najpierw byłam w ruchu „Światło-Życie”, potem w WŻCH. Kiedy założyłam rodzinę, skupiłam się na tym, aby przekazać wiarę moim dzieciom.
W pewnym momencie pojawiła się taka myśl, że przyjęłam sakrament bierzmowania, a nie czuję działania Ducha Świętego w moim życiu i pojawiło się takie pragnienie, aby doświadczyć takiego działania Ducha Świętego jak w kościele pierwotnym. Duch Święty powoli, delikatnie, ale zdecydowanie prowadził mnie do tej wspólnoty. Najpierw dowiedziałam się, że ta wspólnota nadal istnieje i działa i że można przyjść i poprosić
o modlitwę, ale nie miałam odwagi. Potem dowiedziałam się o mszach św. z modlitwą
o uzdrowienie. Zaczęłam jeździć na te msze. Klimat tych modlitw bardzo przypadł mi do serca, w pewnym momencie określiłam to jako „bieganie za Jezusem” za czasów Jezusa. Zauważyłam, że tu jest żywy Kościół, szukanie ratunku, uzdrowienia, bliskości Jezusa
i wielbienie Go oraz, że ma to związek z Odnową w Duchu Świętym.
Kiedy 3 lata temu usłyszałam o Rekolekcjach Ewangelizacyjnych Odnowy zdecydowałam się od razu. Zmartwiłam się, kiedy usłyszałam, że to tak późno będzie się kończyć i będę miała problem z powrotem do domu, ale Duch Święty rozwiązał ten problem, bo okazało się, że na te rekolekcje będzie chodziła też koleżanka, która mieszka koło mnie
i ucieszyła się kiedy mnie zobaczyła i powiedziała, że będzie mnie wozić.
Po rekolekcjach chciałam chodzić na spotkania wspólnoty, ale ciągle jakoś się nie udawało. Były jeszcze pewne przeszkody, ale dzięki modlitwie wstawienniczej przeszkody te zostały usunięte. I nagle choć nic się nie zmieniło, zmieniło się wszystko. Znalazłam czas
i zaangażowałam się w życie tej wspólnoty. Cieszę się, że mogę w niej być. Tutaj poczułam się na właściwym miejscu. A kiedy na jednym ze spotkań usłyszałam, że Odnowę praktycznie założył sam Duch Święty, ucieszyłam się tym bardziej. Dzięki spotkaniom wspólnoty, dzięki Duchowi Świętemu czuję się bardziej spokojna i pewna siebie. Pan Jezus powiedział, że „Duch Święty wszystkiego was nauczy” i ja tego doświadczam. Dzięki Duchowi Świętemu rozumiem wiele prawd religijnych, wiele spraw związanych z wiarą jest dla mnie jasnych
i oczywistych. Duch Święty sprawił, że bardziej pokochałam Matkę Bożą, która jest przecież Oblubienicą Ducha Świętego i doświadczam też Jej przemożnej opieki. Ostatnio zaczęłam się modlić do Ducha Świętego przed spowiedzią i to jak On zadziałał było niesamowite. Zauważam, że powoli staję się człowiekiem duchowym. Chwała Panu.
Mirka

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Mam na imię Mateusz, mam 25 lat i studiuję
w Białej Podlaskiej.
Kiedy przeżyłem Rekolekcje Ewangelizacyjne Odnowy w Duchu Świętym, ku mojemu zaskoczeniu całkowicie zmieniło się moje życie. Chciałbym wam opowiedzieć co Bóg zdziałał we mnie poprzez to seminarium. Moje świadectwo nie jest tak wielkim nawróceniem jak nawrócenie niewierzącego więźnia Clayton a Anthony Fountain – człowieka oskarżonego o morderstwo pięciu osób do zostania zakonnikiem w więzieniu, ale na pewno faktem daru nowego życia od Boga, w Bogu i z Bogiem. Wydawało mi się, że byłem jak na swój wiek wyjątkowo pobożnym katolikiem, nie potrzebującym nawrócenia (A TO NAJGORSZY PRZYPADEK) a wręcz należało mi wręczyć medal, bo nie cudzołożyłem, nie kradłem, nie zabijałem, chodziłem do kościoła w niedziele i święta, spowiadałem się co dwa miesiące i odmawiałem codziennie pacierz tylko, że:
• modlitwa była klepanym obowiązkiem i na ostatnim miejscu w moim życiu,

A TERAZ:
Jest moim powietrzem, uwielbiam uwielbiać Boga, śpiewać i tańczyć dla Niego jak Dawid, wtedy czuje się najszczęśliwszy i najbardziej wolny. Mogą mnie zamknąć
w więzieniu, mogę stracić zdrowie, nogi, ręce, wzrok czy język a zawsze będę mógł uwielbiać Boga !!! i to daje mi radość życia, bo nikt nie jest w stanie mi tego odebrać, tylko Bóg jak Go odrzucę.

• Czasami zastanawiałem się czy naprawdę istnieje Bóg, a jeśli tak to gdzieś daleko nie dla mnie. Żywa namacalna relacja z Nim to tylko dla świętych, czyli nie dla mnie a ja świętym nie planowałem być.

A TERAZ:
Nie mam najmniejszych wątpliwości bo jak niewierny św. Tomasz musiałem zobaczyć i odczuć na sobie, aby uwierzyć, że ludzie modlą się w językach, prorokują a chromi odzyskują zdrowie. Teraz pragnę być świętym, bo to nasz obowiązek, abyśmy się wzajemnie miłowali jak Jezus nas umiłował.

• Radość życia czerpałem z obijania się, alkoholowych imprez, gier, filmów itp.
i potrzebowałem codziennego kontaktu ze swoją dziewczyną aby być szczęśliwym, co doprowadzało nasze relacje do coraz większego grzechu a bez tego wszystkiego to życie nie miałoby sensu, bo przecież muszę się jakoś cieszyć życiem inaczej wpadnę w depresję i nie ma innego lepszego źródła szczęścia itd.,

A TERAZ:
Najwięcej radości czerpię z czasu spędzonego z Bogiem. Moja relacja z dziewczyną oczyściła się kompletnie z grzechu. Jezus wyprowadził mnie na pustynię, aby uwolnić ze wszystkiego, pocieszać i budować nowe życie po Jego myśli a nie mojej.

• Oczywiście nie czytałem żadnych książek dla przyjemności a co dopiero Pismo Święte( po prostu nie miałem na to czasu, bo impreza, dziewczyna czy nowy film, wszystko lepsze od tego ),

A TERAZ:
Czytam nie jedną a przede wszystkim Pismo Święte, które daje mi siłę do życia, pokazuje mi siebie, moje błędy i co mam robić . Niesamowite jest to, że poznaję mego Ojca Boga, jaki jest Bóg.

• Nie było w mojej rodzinie modlitwy rodzinnej a brat wcale się nie modlił.

A TERAZ: Wszyscy codziennie odmawiają razem koronkę do Bożego miłosierdzia i brat coraz częściej myśli o tym żeby pojawić się na Mszy Św.

• Nosiłem w sercu brak przebaczenia do wielu ludzi a przede wszystkim do ojca, bo jest alkoholikiem, zdradzał i bił moją mamę, rzucał się na nią z nożem, co sam
w wieku 3, 4 lat widziałem i to jedyne co z tego okresu dzieciństwa pamiętam. Mama była tak zrozpaczona, że już myślała o tym żeby nas otruć a potem siebie, aby się uwolnić od tego życia i kiedy miałem 4 lata przy wsparciu rodziny mama rozwiodła się z ojcem i wygoniła go z domu, więc wychowałem się bez niego, co jak się przekonałem nie jest też idealnym rozwiązaniem.

• Nie wiedziałem nic o Duchu Świętym i jego charyzmatach. Jakby mi ktoś powiedział że chrześcijanie i to nie tylko kapłani ale i świeccy nawet jeszcze teraz modlą się
w językach, prorokują, Bóg przez nich uzdrawia itp., to ciężko byłoby mi powstrzymać się przed śmiechem, pomyślałbym że to wariat.

A TERAZ: sam modlę się w językach.

Bóg obdarzył mnie charyzmatem języków parę tygodni po seminarium, kiedy poprosiłem Jezusa o dar przebaczenia Jemu, sobie, wszystkim ludziom, w tym mojemu ojcu i aby wszyscy mi przebaczyli, wtedy w uwielbieniu nagle Duch Święty przejął kontrolę nad moim ciałem i zaczął we mnie całą mocą mojego głosu modlić się w językach. Poczułem najpierw niepojęty wstyd z powodu swoich czynów a potem niepojętą radość. Kocham Jezusa Chrystusa i nigdy nie przestanę Mu dziękować za wysłuchaną moją modlitwę, kiedy 2 lata temu poprosiłem go o pasję
w życiu, której będę mógł się w pełni oddać a on rok temu przyprowadził mnie na te rekolekcje i dał mi Siebie ! CHWAŁA PANU !!!
Mateusz

Chcę podzielić sie z Wami moim doświadczeniem Pana Boga, Jego ogromnej miłości. I powiem Wam szczerze, że gdyby ktoś kiedyś, jeszcze 8 miesięcy temu powiedział mi, że przeżyję coś tak wspaniałego, że stanę przed obcymi ludźmi i powiem im o mocy Bożego Miłosierdzia, że będę we wspólnocie… to bym go wyśmiała…
Mówię o ośmiu miesiącach ponieważ w lipcu 2013 r. przeżyłam apogeum bólu i złości jaki we mnie był zakorzeniony, zaczęłam tracić sens, nie wiedziałam po co ja się w ogóle urodziłam.
Moje życie w pewnym momencie zaczęło sie toczyć tak jak to dzieje się w większości przypadków wśród młodych ludzi, wyprowadziłam sie z domu, rozpoczęłam studia, życie na własną rękę, powiększało sie grono moich znajomych i zaczęłam coraz bardziej rzucać się
w wir „nowoczesnego życia”. W pewnym momencie moją myślą przewodnią stało się powiedzenie „baw sie i szalej nie myśl co dalej”, więc tak też robiłam, imprezy, alkohol, dużo alkoholu, papierosy, używki, szybki pęd za pieniądzem, za jakimś lepszym życiem, raczej kiepsko lokowałam swoje uczucia wiec pomyślałam sobie że nie chcę małżeństwa, że
w sumie nie jest potrzebne, bo po co, skoro zaraz się rozpadnie, zaczęłam tracić bliskie mi osoby, straciłam bezpowrotnie bardzo bliskiego mi człowieka, zaczęłam nienawidzić, nienawidziłam ludzi, siebie, życia… pamiętam czas gdy w lustrze nie widziałam już oczu jakie widzę dziś a jedynie trupie odbicie dziewczyny z rozmazanym od płaczu makijażem, nie cierpiałam wieczorów gdy kładłam sie spać bo wiedziałam że się obudzę…
I pamiętam noc jedną z wielu gdy zasypiałam płacząc, pamiętam jak ból jaki miałam w sobie był tak bardzo silny że zwinięta w kłębek zaczęłam wyć i błagać Boga by coś zrobił, by zmienił to moje potworne życie, bo ja już nie mam siły i naprawdę tej siły już we mnie nie było.
Mam taką koleżankę z którą często rozmawiam przez telefon, ona miała bliźniacze doświadczenie bezsensu życia, często godzinami rozmawiałyśmy o tym jak to wszystko nie ma sensu, bywało ze płakałyśmy do słuchawki i podczas którejś rozmowy wpadłyśmy na pomysł, że może ktoś nas przeklął i może dlatego to życie nijak się nie układa. Wiedziałam wtedy, że na urlop niedługo przyjeżdża moja kuzynka – zakonnica, pomyślałam wiec, że jeśli nie ją to już nie wiem kogo miałabym zapytać czy jest jakiś sposób by to przekleństwo „zdjąć”.
Po 2 tygodniach niecierpliwego wyczekiwania, doczekałam sie przyjazdu kuzynki i jej siostry obu nie widziałam bardzo długo wiec kiedy sie spotkałyśmy jak sie domyślacie tematów do rozmów nie brakowało a w mojej głowie ciągle gdzieś krążyła myśl o pytanie dotyczące „zdjęcia” przekleństwa, jednak nie potrafiłam sie w sobie zebrać żeby ją zapytać, uderzyło mnie coś bardzo podczas tego naszego spotkania… ogromna przepaść jaka nas dzieliła z jednej strony, zakonnica, czarny habit, welon, wielka skromność, ale też i niebywała radość, dynamizm, entuzjazm, po ludzku przecież nie miała nic, pieniędzy, super ciuchów, kosmetyków i innych głupstw, ale ta radość, ten błysk w oczach i taka wielka empatia a po drugiej stronie ja… totalny smutek, rozpacz, ból, jakbym miała na barkach tony ciężaru tak się wtedy czułam i co z tego, że miałam jakieś tam pieniądze, ciuchy, perfumy, co z tego? Kiedy ona potrafiła sie ucieszyć z rosnącego na łące kwiatka a ja….? Mi się chciało wyć…
I wyobraźcie sobie, że siedzimy i tak gadamy. One opowiadają o swoim życiu, obowiązkach, w końcu ta zakonnica opowiada o przeżyciach zeszłego roku i w pewnym momencie sama zaczyna mówić o tym że brała udział w modlitwie o uzdrowienie, że niesamowite cuda działy sie w życiu ludzi, że potrafili wybaczyć, że się naprawdę da… Wiecie to było tak jakby ktoś uderzył mnie w twarz, takiego szoku doznałam gdy ona sama zaczęła mówić nie wiedząc o tym, że odpowiada na moje niewypowiedziane pytania.
Zaczęłyśmy już więc rozmawiać na ten temat w tamtym czasie było widać że ze mną nie dzieje sie dobrze, wiedziała że potrzebuje zmiany i to szybko. Nie wiedziałyśmy jednak kto posługuje tego typu modlitwą itd. pojawiło sie wiele pytań, ale we mnie już wtedy zaczęła rodzić się nadzieja.
Nazajutrz przyjeżdżam do kuzynek, wchodzę a siostra tej zakonnicy wita mnie słowami „Magda ja już wszystko załatwiłam, jutro mamy pogadać z zakonnikiem” zamurowało mnie… Co? pytam, nie mogłam uwierzyć że tak szybko, że w Białej i że naprawdę… bałam się, ale suma summarum poszłyśmy.
Modlitwa wstawiennicza się odbyła i była nieprawdopodobnym przeżyciem, stykiem Bożej miłości i ludzkiego cierpienia. Ja nie musiałam robić nic. Bóg działał przez wspaniałe osoby, jakie postawił na mojej drodze, swą cudowna miłością dotknął mnie tak bardzo, że bez zmiany okoliczności o które prosiłam zaczął zmieniać moje życie, rozpoczynając ode mnie samej.
Teraz czuję się tak jakbym dostała całkiem nowe serce, teraz czuję, że bije z miłości, nie z konieczności, prosiłam o wstawiennictwo podczas modlitwy w kilku sprawach, między innymi także o to by pomógł mi rzucić palenie. Wyobraźcie sobie że 20 sierpnia wychodząc
z podziemi tego kościoła bo tu właśnie wziął się mój nowy początek, od tamtej pory nie tknęłam papierosów, Jezus Chrystus całkowicie to ode mnie zabrał, nie miałam chęci zapalenia, to po prostu przestało istnieć. Wybaczyłam i to było nieprawdopodobnym uwolnieniem, później coraz częściej potrzebowałam przychodzić do kościoła, na mszę św. być blisko Jezusa, czuć Jego miłość, dostałam też nieprawdopodobny pokój w sercu,
w którym mogę sie pławic ze szczęścia bo jest tak wspaniały, do tej pory nie miałam pojęcia co znaczy mieć w sobie pokój, a to jest coś niesamowitego, bardzo ważne jest też to, że gdy pewnego wieczoru dotarło do mnie że chcę dnia następnego, że wręcz nie mogę się go doczekać, usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać, ale już ze szczęścia. Kiedy modlitwa dobiegła końca nie przypuszczałam że będę należeć do tej wspólnoty, nie myślałam o tym, a tak się stało.
Żyję w stanie łaski uświecającej, w czystości, rzeczy które kiedyś były moim wielkim zniewoleniem, mocą jaką ma Chrystus przestały mnie męczyć. Czuje sie tak jakbym dopiero teraz była na początku nowej drogi choć tyle jej już za mną, ale dla mnie dopiero teraz zaczyna świecić słońce. To nieprawdopodobne, ale gdy idę ulicą i świeci słońce to tak jakby Bóg się do mnie uśmiechał, czuję sie wtedy jakbym tylko ja była na tym świecie, ja i On
i wiem, że może czuć się tak dosłownie każdy, bo Bóg kocha każdego miłością bardzo indywidualną.
Moja historia jak dotychczas pozwala mi widzieć bardzo dokładnie, że zawsze ale to zawsze Jezus stoi obok i słyszy gdy go wołamy, nawet gdy jesteśmy w łodzi wśród rozwichrzonego nieba, wśród rozbijających się fal w ciemną i burzliwą noc. On zawsze jest
z nami i czeka… czeka na pozwolenie, by móc działać w naszym życiu cuda. Dostaliśmy wolną wolę i możemy z niej korzystać a On kocha nas tak bardzo, że nie wejdzie z butami
w nasze życie, zawsze czeka na nasze zaproszenie.
Zanurzając swoje cierpienia w morzu Miłosierdzia Bożego doznałam nieprawdopodobnego ukojenia. Moja droga z Bogiem zaczęła się w sierpniu 2013 r. i muszę się przyznać, że z każdym dniem miłość Jego nie słabnie, wręcz przeciwnie wzrasta a przynajmniej ja to tak odczuwam.
Nie ma już we mnie leku jaki miałam do tej pory, dosłownie o wszystko, nie ma bólu, nie ma rozpaczy jest radość, że ktoś mnie tak bardzo kocha, że wybaczył nieprawdopodobne błędy, że przytula każdego dnia i daje odczuć swoją miłość.
Mówiłam, że Bóg zmienił moje życie bez zmiany okoliczności, bo w dużej mierze tak właśnie jest, pracę mam tę samą, która miałam wcześniej, stanu cywilnego nie zmieniłam, mieszkania również, kroczę tymi samymi drogami, w tym samym mieście a mimo to czuje, że wszystko jest zupełnie inne, Pan Jezus sprawił że będąc ślepa zaczęłam widzieć, że wyzdrowiałam a właściwie zdrowieję, że nic nie jest takie samo. No i jeszcze jedno, prosiłam, by pozwolił mi poznać miłość mego życia, pozwolił poznać Siebie Samego. Życie ma teraz piękny i nieprawdopodobny sens.
Przyszłam tu po raz pierwszy jako wielka egoistka i grzesznica, wyliczyłam Panu Bogu co chcę, by zrobił, co ma zmienić, co mi się nie podoba, zwaliłam na nie wiadomo kogo odpowiedzialność za moje niepowodzenia a tymczasem sama pozwoliłam na to, by grzech zaczął mnie zniewalać tak bardzo, że nie mogłam się już ruszać. Jezus jednak ze swym spokojem przytulił mnie i nie zważając na mój egoizm powiedział i mówi codziennie ze mnie kocha i dał dużo, dużo więcej niż chciałam, przede wszystkim dostałam łaskę Jego miłości, którą otrzymał każdy z nas. Dostałam też ogromną łaskę nawracania do Niego i nie chcę już powrotu do mojego „dawnego” życia.
Moje serce było bardzo niespokojne do czasu gdy zostało zanurzone w ogromie Miłości Bożej. Chwała Panu!
Magda

Dekalog zaczyna się od słów „Jam jest Pan Bóg twój, który Cię wywiódł z ziemi egipskiej, z domu niewoli” … Uczynił to z miłości do swego ludu. Ze mną też tak postąpił. Bóg zlitował się nade mną, bo żyłam jak w niewoli. Zaniedbywałam siebie, dzieci a moje myśli krążyły wciąż przy osobie pijącej. Ciągły stres spowodował, że zaczęłam się jąkać. Miałam w sobie dużo żalu, nienawiści i pogardy dla świata. Dla mnie „koniec świata” byłby wyzwoleniem – tak myślałam, a kiedy modliłam się, to moja modlitwa składała się z samych próśb. I kiedy już myślałam, że Bóg o mnie zapomniał, moje życie zaczęło się zmieniać na dobre. Bóg postawił na mojej drodze ludzi z różnych wspólnot takich jak AA, Al-Anon, Odnowa w Duchu Świętym, dzięki którym zaczęłam się rozwijać. A-owcy otworzyli mi oczy na chorobę alkoholową, zmieniłam całkowicie zdanie na temat picia. W Al-Anon zaakceptowałam siebie i innych ludzi, przestałam się jąkać, bo się wyciszyłam, wstąpiła we mnie odwaga i pogoda ducha a w miejsce pogardy pokora. W Odnowie doświadczyłam bliskości Jezusa, Jego miłości, radości i pokoju. Bóg mnie wciąż mile zaskakuje. Jestem Mu bardzo wdzięczna. Teraz rzadko proszę, częściej dziękuję i uwielbiam Jezusa.
I za to wszystko chwała Panu!

Janeczka

KIEDY SIĘ SPOTYKAMY

Eucharystia Wspólnoty celebrowana jest w poniedziałek o godz. 18.30, w której aktywnie uczestniczą członkowie Odnowy, czytając Słowo Boże i modlitwę wiernych.

Spotkania modlitewne całej wspólnoty odbywają się co tydzień, w poniedziałek, po Mszy św. o godz. 18.30 ok. 19.15 w podziemiach kościoła św. Antoniego. Elementami spotkania są: wspólna modlitwa dziękczynienia i uwielbienia, przygotowane przez kapłana lub animatorów katechezy formacyjne, rozważanie Słowa Bożego, śpiewanie pieśni. Każdy drugi poniedziałek miesiąca jest czasem spotkania w małych grupkach.
W każdy ostatni poniedziałek miesiąca katechezę głosi kapłan, po czym następuje Adoracja Najświętszego Sakramentu. Modlitwę różańcową prowadzi Wspólnota w trzeci czwartek miesiąca o godz. 17.40

Kiedy, gdzie, o której

 

Msza Święta: poniedziałek godz. 18.30

Spotkanie ogólne: poniedziałek po Mszy św. o godz. 18.30 (ok. 19.15), w podziemiach kościoła św. Antoniego

Odpowiedzialni:

 

br. Tomasz Mędrek

Agata Gładun – lider

Skip to content